| Jestem ojcem, którego syn ma problemy
z orientacją seksualną. Nie mówię, że jest homoseksualistą - nie przechodzi
mi to przez gardło. Nie mogę tego zaakceptować i mam nadzieję, że to
jest tylko stan przejściowy i mój syn będzie - chce się powiedzieć -
"normalny".
Wszyscy rodzice w takiej sytuacji czują się chyba trochę
jak antysemita, który dowiedział się że jest Żydem. Wcześniej zdarzało
mi się wypowiadać niepochlebnie o homoseksualistach, więc jak teraz
sobie z tym poradzić?
Szukając pomocy u lekarzy psychiatrów, dowiedziałem się,
że najlepiej wysłać syna do Anglii. Tam jest tolerancyjne społeczeństwo,
łatwiej mu będzie żyć.
Zrozumienie
i pomoc otrzymaliśmy dopiero w Lublinie w ODWADZE, w Ośrodku Ruchu Światło-Życie.
Syn, za namową jego znajomego księdza, zaczął jeździć na spotkania chłopców
do ODWAGI. Niestety po drugim zrezygnował. Na spotkania dla matek zaczęła
jeździć moja żona - widziałem, jak się zmienia już po pierwszym. Bardzo
trudno jej było przyjąć do świadomości i pogodzić się z faktem, że nasz
syn jest homoseksualistą. Była tak załamana, że obawiałem się o jej
stan psychiczny. Do tej pory oboje leczymy się psychiatrycznie z depresji.
Gdyby nie to, że trafiliśmy na dobrego psychiatrę, nie poradzilibyśmy
sobie sami.
Grupy dla matek w Lublinie funkcjonują już od kilku lat,
zorganizowanie ich dla ojców było trudniejsze i tylko dzięki cierpliwości
osób pracujących w ODWADZE taka grupa powstała.
Jadąc po raz pierwszy na spotkanie dla ojców mówiłem
sobie, że niczego od tych spotkań nie oczekuję, one mi nic nie dadzą,
robię to tylko dla mojego dziecka. Kiedy terapeuta spytał każdego z
przybyłych ojców, czego oczekują od tych spotkań, wszyscy twierdzili
tak samo jak ja, że niczego, że są tu tylko ze względu na swoje dzieci.
Nawet mnie to nie dziwiło, było to oczywiste z punktu widzenia mężczyzny.
Teraz wiem, dlaczego zapoczątkowanie grupy ojców tak długo trwało -
nie widzieliśmy w tym sensu. Kierowała nami męska logika: mnie nie pomoże,
ja sobie z tym problemem sam poradzę, ale może to coś da mojemu dziecku.
Dużym przeżyciem było dla nas spotkanie z ojcem, który
specjalnie przyjechał z południa Polski, aby opowiedzieć o swoich problemach
z synem i ze sobą. Mówił, jak z tego wychodził i jak teraz wygląda życie
jego i rodziny. Wszyscy go słuchali i widać było, że czekają na gotowe
recepty, jak sobie radzić w takiej opresji. Wszyscy czekali na moment,
kiedy powie, że jego syn nie jest już homoseksualistą. Nie powiem, że
byliśmy zawiedzeni czy rozczarowani tym, co usłyszeliśmy, ale jednak
brakowało nam szczęśliwego zakończenia. To szczęśliwe zakończenie w
opowieści było, tylko na razie dla niego, a nie dla nas. Powiedział,
że jest szczęśliwym człowiekiem. Zanim odbył miesięczną indywidualną
terapię, był w fatalnym stanie psychicznym. Teraz jest pogodzony z losem
i z Bogiem.
Na trzecie spotkanie czekam już niecierpliwie, tym bardziej,
że musieliśmy przesunąć termin o dwa tygodnie później.
Teraz wiem chyba, po co tam będę jeździł i widzę w tym
sens.
Henryk
góra strony
powrót
|