| Wyobrażam sobie, jak wielkie musi być
teraz Twoje zdziwienie tym listem. Ja przeżyłem podobne, kiedy stanąłem
na Sądzie przed Bogiem, kiedy jeszcze raz zobaczyłem całe swoje życie,
wszystkie czyny dobre, ale również i te złe oraz ich konsekwencje, gdy
usłyszałem polecenie, by napisać do Ciebie list i spróbo-wać naprawić
to, czego nie zrobiłem, żyjąc na ziemi.
Muszę przyznać, że to wcale nie jest łatwe. Właściwie
nie wiem od czego zacząć: czy od wyznania Ci tego, czego prawie nigdy
ode mnie nie słyszałeś - że Cię kocham i jestem z Ciebie dumny, czy
od przeprosin za moją nieobecność, za mój alkoholizm, za to, że nie
chciałem się leczyć, choć tego pragnąłeś, czy od tłumaczenia się, dlaczego
to wszystko tak się potoczyło?
Pozwól, że wrócę do jednego z naszych spotkań, jednego
z najpiękniejszych. Chyba to było nasze ostatnie spotkanie w moim życiu.
Pamiętasz naszą rozmowę? Ja byłem - jak zwykle - pijany, Ty - cały roztrzęsiony.
Sytuacja beznadziejna. A jednak, w pewnym momencie objąłem Cię ramionami,
Ty się mocno wtuliłeś, mówiąc mi, że mnie potrzebujesz, a potem powiedzieliśmy
sobie jakże ważne słowa: Kocham Cię. Tak, to była piękna chwila. Bardzo
bym chciał, aby się jeszcze kiedyś powtórzyła.
Kochany
synku! Niestety moje życie na ziemi już się zakończyło. Nie da się cofnąć
czasu, aby to wszystko zmienić. Ale jest jeszcze życie wieczne. I jest
też obietnica Boga, że właśnie tu się kiedyś ponownie spotkamy. Dlatego
chcę Cię prosić teraz o coś bardzo ważnego: pozwól mi zbudować naszą
relację, prawdziwą relację ojca z synem, jeszcze raz od nowa. Przebacz
mi i daj mi jeszcze jedną szansę! Zechciej ze mną nadrobić to, czego
zabrakło przez te wszystkie lata. Wiem, tyle razy Cię zawiodłem, tak
bardzo skrzywdziłem. Ty pragnąłeś, abym się zmienił. Ja Ci to nawet
obiecałem, ale na tym się skończyło. Ale tym razem - uwierz mi - będzie
inaczej. Nie ma silniejszej motywacji niż świadomość popełnionych błędów
i widok cierpiącego syna.
A jeszcze bardziej przerażająca jest dla mnie myśl, że
możemy się kiedyś spotkać, lecz tylko jako obce sobie osoby. Bardzo
Cię proszę: nie gaś mojej nadziei! Chcę, abyś był ze mnie dumny i zrobię
wszystko, aby tak się stało. Chcę, abyś nie tylko wiedział, że Cię kocham,
ale i tego doświadczył. Chciałbym także naprawić zniszczoną więź z Twoją
mamą oraz poranioną relację z Twoimi braćmi, tak, abyśmy kiedyś w wieczności
mogli wspólnie się sobą cieszyć. To jest teraz moim marzeniem, moim
pragnieniem i moim celem.
I jeszcze jedno: wiedz, że jestem z Ciebie bardzo dumny.
Zadziwiasz mnie, że pomimo tak wielu zadanych ran, czy to przeze mnie
czy przez innych, potrafisz powstać i iść dalej. Ja życzę Ci odwagi.
Idź naprzód, jak prawdziwy mężczyzna, bo nim właśnie jesteś. A właściwie
powinienem Ci powiedzieć, że od dziś nie idziesz już sam, bo ja idę
razem z Tobą. Pamiętaj o tym, zwłaszcza gdy będzie Ci bardzo ciężko.
Dziś ofiaruję Ci moją przyjaźń - tę, której tak bardzo pragniesz w swoim
życiu. Jeśli kiedykolwiek będziesz czuł się samotny, będziesz chciał
się wypłakać czy z kimś porozmawiać, pamiętaj, że zawsze możesz przyjść.
Wiesz, gdzie mnie szukać. Teraz już nie musisz się obawiać, bo już będę
trzeźwy i zawsze Cię wysłucham.
Drogi Piotrku! Pamiętaj, że Cię kocham!
Twój tata
Ryszard
góra strony
powrót
|