| Rozmowa z JE ks. bp. Zbigniewem Kiernikowskim, ordynariuszem
siedleckim.
W ostatnim czasie mamy do czynienia z uaktywnieniem
się środowisk domagających się prawnej legalizacji związków homoseksualnych,
jednocześnie Kongregacja Nauki Wiary wydała dokument zatytułowany "Uwagi
dotyczące projektów legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi".
Kościół już wielokrotnie wypowiadał się na tematy związane z homoseksualizmem.
Co jest specyfiką tego dokumentu?
Watykański
dokument Kongregacji Nauki Wiary ogłoszony 31 lipca br. nie podejmuje
aspektów doktrynalnych, zakładając że w tej materii stanowisko Kościoła
zostało już wyrażone we wcześniejszych dokumentach. Przypomina jedynie
krótko pewne nieprawidłowości związane z dziedziną homoseksualizmu.
Jego specyfiką jest natomiast koncentracja na podnoszonej przez niektóre
środowiska kwestii legalizacji związków homoseksualnych i zamiaru traktowania
ich na równi z małżeństwami heteroseksualnymi. Dotyczy to zarówno tych
społeczności, w których już taka legalizacja nastąpiła, jak i tych,
gdzie ustawodawstwo zdaje się zmierzać w tym kierunku.
Szczególnymi adresatami tego dokumentu są biskupi i politycy
katoliccy. Biskupom ma on posłużyć przy sporządzaniu bardziej szczegółowych
dokumentów uwzględniających sytuacje już istniejące w różnych regionach
świata, dla polityków zaś ma być pomocą w przypadkach konieczności zajęcia
stanowiska wobec tej sprawy, gdy będzie ona podnoszona w różnych parlamentach.
Kościół nie potępia samej skłonności, ale nie
akceptuje zachowań homoseksualnych, sprzeciwia się ich legalizacji.
Czy mógłby Ksiądz Biskup wyjaśnić to rozróżnienie?
Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że istnieją
trzy grupy zagadnień bądź trzy fazy rozumienia i podchodzenia do homoseksualizmu.
Pierwsza grupa dotyczy samej skłonności homoseksualnej, jaką konkretny
człowiek może w sobie odkrywać. Druga to zachowania i styl życia, które
taki człowiek przyjmuje, oraz czyny, które popełnia. I wreszcie trzecia
- to publiczna aprobata takich postaw i czynów przez ich uprawomocnienie
uzyskujące swój punkt kulminacyjny w legalizacji związków homoseksualnych
i traktowaniu ich na podobieństwo i na równi z instytucją małżeństwa.
Do każdej z tych grup zagadnień winno się podejść w inny,
zróżnicowany sposób. Czym innym jest bowiem odkrycie pewnej skłonności,
a czym innym uleganie jej, a jeszcze czymś innym - zalegalizowanie wynikających
z niej zachowań i ich instytucjonalizacja.
Odnośnie do pierwszej grupy zagadnień, to należy przypomnieć
i podkreślić, że Kościół nie potępia osób, które wykazują skłonności
homoseksualne. Wynika to z faktu, że sama skłonność nie jest czy też
nie musi być bezpośrednio zawiniona przez osobę, która jest nią dotknięta.
Jeśli zaś chodzi o czyny homoseksualne, Kościół patrzy na nie jako na
czyny nieuporządkowane, podobnie jak na wszystkie inne czyny będące
w sprzeczności z chrześcijańską etyką w dziedzinie seksualności. Każdy
czyn seksualny, który sprzeciwia się godności osoby ludzkiej, jest widziany
jako nieuporządkowany i grzeszny. Tutaj, mimo iż osoby o skłonnościach
homoseksualnych wymagają specjalnej troski, nie ma różnicy w traktowaniu
ich i osób heteroseksualnych. Naturalnie takie osoby mogą korzystać
z całego dobra, jakim dysponuje Kościół, mam na myśli przede wszystkim
sakramenty, pod warunkiem uznania nieprawidłowości swoich czynów i życia
w nawróceniu.
Sprawa natomiast wygląda o wiele poważniej, gdy chodzi
o trzecią grupę zagadnień, czyli o przyznanie czynom i zachowaniom homoseksualnym
statusu i rangi poprawności oraz o zalegalizowanie związków osób pełniących
takie czyny. Jest to bowiem usankcjonowanie prawne czegoś, co ma u swoich
podstaw nieuporządkowanie i nieprawidłowość.
Wróćmy do sprawy osobistej odpowiedzialności
u osób o skłonnościach homoseksualnych.
Zasadniczym pytaniem jest sprawa przyczyn skłonności
homoseksualnych. Tutaj bowiem od samego początku rozchodzą się drogi
dwóch zasadniczo różnych sposobów podejścia do tej sprawy. Z jednej
strony mamy do czynienia z przekonaniem budowanym na pewnych badaniach
rzekomo wykazujących, iż homoseksualizm jest zjawiskiem uwarunkowanym
genetycznie - w bardzo szerokich kręgach taką opinię przyjmuje się za
pewną. Jednakże również w oparciu o badania formułowana jest teza, że
skłonności homoseksualne nie są wynikiem uwarunkowania genetycznego,
ale skutkiem nieprawidłowości w wychowaniu, i to począwszy od bardzo
wczesnego stadium rozwoju osoby ludzkiej.
Z tego, co mi wiadomo, próba dowodzenia, że homoseksualizm
jest uwarunkowany genetycznie, jest mniej uzasadniona, ale za to bardziej
forsowana przez pewne środowiska o określonych tendencjach. Na podstawie
dostępnych mi wyników badań i przede wszystkim wiedzy z dziedziny antropologii,
w szczególności antropologii biblijnej - bardziej przekonująca jest
moim zdaniem opinia, że homoseksualizm jest wynikiem wpływów środowiska,
w którym dziecko się wychowuje - począwszy nawet od okresu prenatalnego.
Niewłaściwe wpływy wychowawcze powodują, że następuje zaburzenie poprawnych
relacji osobowych w ogóle, a w szczególności relacji heteroseksualnych,
stanowiących strukturę życia zgodną z biblijną antropologią, w świetle
której wychowanie człowieka dokonuje się między dwoma biegunami, jakimi
są męskość i kobiecość.
Nie ulega wątpliwości, że pewne typy genetyczne mogą
być bardziej podatne na kształtowanie się skłonności homoseksualnych
pod wpływem czynników środowiskowych, ale nie jest to genetyczne uzależnienie,
które by warunkowało ich powstanie w sposób konieczny. Nawet fakt, że
z dwojga dzieci, wychowywanych w tych samych warunkach, jedno staje
się homoseksualne, a drugie nie, nie wynika z uwarunkowania genetycznego,
ale z różnego przeżywania przez nie relacji w rodzinie czy przeżytych
na łonie rodziny takich bolesnych doświadczeń, jak jakiekolwiek nadużycie
seksualne czy gwałt.
Jakie są konsekwencje tego typu stwierdzeń badaczy
zjawiska homoseksualizmu?
Skoro nie można z całą pewnością twierdzić, że homoseksualizm
jest genetycznie uwarunkowany, lecz raczej jest jakąś formą dewiacji
powstałej w wyniku niewłaściwych wpływów środowiska wychowawczego, wobec
tego nie można patrzeć na skłonności homoseksualne jako na rzeczywistość
stałą i nieodwracalną. Naturalnie, występujące u konkretnej osoby tendencje
mogą być różnie potraktowane: albo w sposób przyzwalający na trwanie
w tym stanie i prowadzący do czynów homoseksualnych - z mniejszą czy
większą ich akceptacją, aż do ewentualnej ich legalizacji, o co niektórym
środowiskom dzisiaj chodzi, a czemu Kościół się przeciwstawia, albo
też skłonności takie widzi się jako przedmiot troski i zmierza się do
wyprowadzenia osoby z tej zależności, jako czegoś, co jest jej obce
z natury. Tutaj znajduje się uzasadnienie terapii takich osób i niemożliwość
akceptacji czynów, do jakich takie skłonności mogą prowadzić (takie
czyny będą zawsze oceniane jako nieuporządkowane), oraz legalizacji
i instytucjonalizacji wynikających zeń związków.
Skoro, jak wspomniał Ksiądz Biskup, osoby homoseksualne
mogą wyjść ze swej dewiacji za pomocą terapii, czy istnieją formy pomocy
dla tych osób?
Tak, takie możliwości istnieją. Istnieją one również
w Polsce. Trzeba jednak od razu przyznać, że jest ich za mało. Z wielu
względów bowiem nie jest to sprawa łatwa. Tego rodzaju działania i formy
pomocy nie mają i nie mogą mieć wymiaru masowego. Ze względu na drażliwość
tematu nie można ich zbyt nagłaśniać. Pomoc niesie się w sposób bardzo
dyskretny. Specjalną trudnością w ich propagowaniu i rozwijaniu jest
silne zwalczanie przez prądy lansujące homoseksualizm. Przykładem, jak
próbuje się zdewaluować rolę tego rodzaju ośrodków, może być jedna z
wypowiedzi w rozmowie po programie: "Homoseksualizm - do wyleczenia"
wyemitowanym 08/09.06.2003 przez TV Polsat.
Konkretnym przykładem niesienia pomocy osobom dotkniętym
homoseksualizmem jest lubelska Grupa "Odwaga", z którą mam
osobisty kontakt. Osoby, które tam przychodzą, uzyskują pomoc - w takiej
mierze, w jakiej są w stanie się na nią otworzyć. Podstawowym bowiem
warunkiem wyjścia z zależności od homoseksualizmu jest uznanie go za
nieprawidłowość i wola porzucenia go. Jest to jednak moment niełatwy,
chociaż możliwy dla osoby, która poddaje się tej terapii. Większą trudnością
zaś są opinie formułowane z zewnątrz, ze strony środowisk popierających
homoseksualny styl życia, zarzucające, iż tego rodzaju terapia jest
wyrazem nietolerancji wobec osób o skłonnościach homoseksualnych. To
tak, jakby np. istnienie przychodni przeciwgruźliczej uznawało się za
przejaw nietolerancji wobec chorych na gruźlicę.
Trzeba także zaznaczyć, że również na terenie kościelnym
pojawiają się takie formy zainteresowania homoseksualizmem i prób niesienia
pomocy osobom nim dotkniętym i popełniającym czyny homoseksualne, które
- mimo iż podejmowane przez osoby identyfikujące się z Kościołem - nie
odpowiadają w sposób całkowity nauce Kościoła i zasadom moralności chrześcijańskiej.
Czasem pod płaszczem działalności kościelnej stosują pewne rozwiązania,
które nie mając jasności co do samej natury homoseksualizmu, tolerują
to, co nie może być tolerowane. Jest to problem bardzo delikatny i wymagający
wielkiej dojrzałości i wrażliwości.
Stanowisko Kościoła, jakie przypomniał Ksiądz
Biskup przed chwilą, wynika z Pisma świętego i chrześcijańskiej antropologii.
A jeśli problem ten dotyczy niechrześcijan?
Najpierw wynika ono z prawa naturalnego. Antropologia
biblijna wydobywa je i precyzuje oraz przedstawia jako usankcjonowane
prawem Bożym. Są to kolejne stopnie całego procesu, którego punktem
kulminacyjnym jest podniesienie związku mężczyzny i kobiety do godności
sakramentu i nadanie mu rangi przymierza na wzór związku Chrystusa z
Kościołem. Niemniej jednak - niezależnie od tego, czy dojdziemy do ostatniego
ogniwa tego łańcucha czy nie - jego początkowe założenia są właśnie
takie i one dotyczą zarówno tych, którzy jako chrześcijanie akceptują
tę logikę do końca, jak i tych, którzy nie akceptują jej chrześcijańskich
etapów rozwoju. Pozostają oni jednak mężczyzną i niewiastą i do nich
odnosi się prawo naturalne. Z tego, że prawo to nie jest dla tych ludzi
oświecone objawieniem, nie wynika, iż ono nie istnieje i że nie jest
obowiązujące.
W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg stworzył człowieka
mężczyzną i niewiastą. Oboje dopełniają się biologicznie, osobowo, psychicznie,
tak że tworzą wspólnotę ducha, jednak nie w oderwaniu od strony fizjologicznej.
Takie zjednoczenie nie jest możliwe w przypadku osób tej samej płci.
W wielu miejscach Pisma Świętego mamy też jasne potępienie stosunków
homoseksualnych (zob. Rdz 19, 1-11; Kpł 18, 22; Rz 1,26-27; 1 Kor 6,9).
Objawienie zawarte w Biblii potwierdza naturalną i - wydawałoby się
dla wszystkich jasną prawdę, że małżeństwo może istnieć tylko między
osobami różnej płci. Na płaszczyźnie naturalnej jest to przyjęte jako
oczywistość przez wszystkie kultury świata, chociaż wszędzie mamy do
czynienia z faktem odchodzenia od podporządkowania się tej oczywistości.
Zazwyczaj jednak łączy się to z jakimiś formami napiętnowania lub bywa
przyjmowane, ale z pewnym pobłażaniem, albo też okazuje się znakiem
dekadencji społeczności.
Rola komplementarności płci wyraża się także w tym, że
jest ona ze swej natury skierowana na prokreację. I właśnie ta prokreacyjność
związku małżeńskiego stanowi zasadniczą, najbardziej wyraźną, jednoznaczną
rację, która sprawia, że związki homoseksualne tego zadania małżeństwa
nie mogą wypełnić.
Wspomniał Ksiądz Biskup, że omawiany dokument
Kongregacji Nauki Wiary dotyczy głównie - tak jak to Ksiądz Biskup nazwał
- trzeciej grupy zagadnień związanych z rozumieniem problematyki homoseksualizmu,
a zatem legalizacji związków homoseksualnych, która zmierza do zrównania
ich ze związkami heteroseksualnymi.
I to jest w całej sprawie najbardziej drastyczny moment,
ponieważ prawna legalizacja związków homoseksualnych oznacza nadanie
zachowaniom homoseksualnym struktury społecznej, w której te czyny mogą
być spełniane i oceniane jako poprawne. Tym samym stają się pewnym modelem
dla społeczeństwa i, co więcej - uzyskują przywileje na podobieństwo
związku małżeńskiego.
Czymś innym jest bowiem zaakceptowanie kogoś, kto znalazł
się na drodze takiej czy innej dewiacji, a czymś innym określenie czynów,
które są dokonywane na tej drodze, za normalne i poprawne. Kościół będzie
stawiał i musi stawiać instytucjonalny sprzeciw wobec legalizacji tego,
co jest moralnie nieuporządkowane, i potraktowania tego jako struktury
społecznej.
Związek homoseksualny w oczach Kościoła jest widziany
jako ze swej natury zawierający coś z perwersji. Zalegalizowanie go
powoduje sankcjonowanie źródła rodzącego dalszą nieprawidłowość. Można
postawić pewną analogię - oczywiście zachowując świadomość różnicy materii
- czym innym jest np. czyjaś tendencja czy uwarunkowanie do kradzieży,
czym innym są konkretne czyny takiej osoby, a czym innym jest zalegalizowanie
związku osób, które stawiają sobie jako cel czy możliwość kradzież,
czyli prawna rejestracja związku (gangu) złodziei i wydanie im zezwolenia
na oficjalną działalność. Dla każdego jest oczywiste, że nie jest to
to samo, co przymknięcie oka na konkretny czyn kradzieży.
Ważny jest w tym także aspekt wychowawczy. Jak dowodzą
badania, wpływ na ukształtowanie się orientacji homoseksualnej ma środowisko,
w którym się dziecko wychowuje - nie tylko rodzice (a wyobraźmy sobie
wpływ na psychikę dziecka faktu, że jest ono wychowywane przez dwoje
rodziców jednej płci - jak to się dzieje w przypadkach adopcji dziecka
przez parę homoseksualną), ale i szerzej rozumiany kontekst społeczny,
nasza cywilizacja. Tam, gdzie zostanie wprowadzona legalizacja związków
homoseksualnych, nieodwołalnie dokona się wzrost tego zjawiska - już
nie tylko przez tolerancję, ale przez propagowanie.
Tak więc z faktu, że osoby homoseksualne powinny być
traktowane z szacunkiem, delikatnością i współczuciem, nie wynika, że
można im stwarzać takie warunki, które popierałyby i utwierdzały je
w ich dewiacji - odmienności. Przeciwnie: należy pomóc im wejść na właściwą
drogę życia.
Prawna legalizacja oznacza także nadanie parom
homoseksualnym praw i przywilejów, jakie mają związki małżeńskie.
Prawa i przywileje przysługują tym, którzy biorą na siebie
określone obowiązki służące spełnianiu określonych funkcji, zadań społecznych.
Tak jest w małżeństwie, którego jednym z zadań jest prokreacja - małżeństwo
wypełnia więc zadanie zapewnienia następstwa pokoleń dla dobra wspólnego.
Ci, którzy chcą legalizacji związków homoseksualnych oraz nadania im
równych praw i przywilejów, twierdząc, że stanowią one taką samą jakość
jak małżeństwa heteroseksualne, niech uświadomią sobie, jak stają wobec
zadania prokreacyjnego. Można zastosować tutaj argument ad absurdum
- tego rodzaju sposób argumentowania jest zawsze prowokujący, ale doprowadza
do jednoznaczności. Wyobraźmy sobie zatem taką sytuację, w której związki
homoseksualne, traktowane jako równe w stosunku do heteroseksualnych,
miałyby całkowicie je zastąpić (to bowiem byłoby dowodem równości i
spełnienia w podobny sposób wszystkich zadań małżeństwa; nie wchodzi
tu w grę odwołanie się do sztucznego zapłodnienia). Odpowiedź na pytanie,
co by się stało po jednym pokoleniu, jest oczywista i jednoznacznie
rozwiewa wątpliwości dotyczące równości związków jednego i drugiego
rodzaju.
Ludzkość może przetrwać tylko wtedy, gdy wyłączny status
małżeństwa (wraz z wszystkimi jego zadaniami) będą miały związki heteroseksualne.
Czymś oczywistym zatem jest, że w porządku zarówno biologicznym jak
i antropologicznym oraz prawnym nie można tych związków zrównać.
Czy taka postawa Kościoła nie jest jednak przejawem
jakiejś dyskryminacji wobec osób, które odkrywają w sobie te skłonności
i dążą do zalegalizowania związków homoseksualnych, w jakich żyją?
Kościół nie zamierza narzucać swojej nauki i swojej wizji
ludziom innych opcji życiowych i przekonań religijnych czy ideologicznych,
lecz głosi prawdę, ukazując konsekwencje określonych postaw i czynów.
Należy to do jego powołania i do jego obowiązków, ponieważ ma za zadanie
być światłem świata i solą ziemi. Jest to przede wszystkim misja świadectwa,
misja prorocza. Kościół w żadnej sytuacji nie może zdradzić swego związku
z Chrystusem i z Jego nauką. Nie może nie dawać w świecie świadectwa
o tym związku i nie może nie głosić tej nauki. Jednakże głoszenie prawdy
i obwieszczanie Ewangelii, wraz z ukazywaniem konsekwencji przyjęcia
lub odrzucenia prawdy, nie jest narzucaniem innym ludziom norm ich postępowania,
lecz dawaniem świadectwa prawdzie. Z drugiej strony, członkowie Kościoła,
czyli ludzie wierzący w Jezusa Chrystusa i akceptujący całość Jego nauki
- na miarę tego, jak są członkami również społeczności ziemskiej i biorą
w niej czynny udział jako pełnoprawni jej obywatele czy jako jej przedstawiciele
wybrani do ciała ustawodawczego, jakim jest parlament - nie mogą nie
kierować się w swoich decyzjach chrześcijańskim rozeznaniem i sumieniem
i stosownie do tego wyrażać swój głos. Czynią to dlatego, że zostali
wybrani przez społeczeństwo właśnie jako tacy, czyli jako wierzący i
reprezentujący wartości chrześcijańskie i w imieniu tych, którzy dali
im swój mandat zaufania.
Jasne jest, że każda władza ustawodawcza wytycza kierunki
nie indywidualnie dla poszczególnych jednostek, lecz ustala i wskazuje
normy dla ogółu społeczeństwa, wpływając w ten sposób na kierunek kształtowania
jego mentalności, zwyczajów i stylu życia. Stąd też ci, którzy biorą
udział w sprawowaniu władzy ustawodawczej jako wierzący i wybrani przez
wierzących, będą ograniczać wszystko to, co stanowi pewne odejście od
zasad chrześcijańskich, i stosownie do swego udziału w całości ciała
ustawodawczego będą wpływać na kształtowanie się ustaw. Nie można mieć
zatem pretensji o to, że posłowie będą głosowali zgodnie ze swoim sumieniem
i poczuciem odpowiedzialności z racji otrzymanego mandatu i że będą
swoją opcję propagowali. Zadaniem Kościoła jest wskazywanie na prawdę
o człowieku oraz ukazywanie konsekwencji odchodzenia od niej. Stąd właśnie
postawa tolerancji wobec osób, a nieustępliwość na płaszczyźnie legalizacji.
W oczach Kościoła sprzeciw wobec tendencji zmierzających
do legalizacji związków homoseksualnych nie jest wyrazem dyskryminacji,
lecz głosem proroczym, który ratuje człowieka. Kościół tego głosu nie
zmieni, nawet jeśli jakiś parlament przeprowadzi ustawę o legalizacji.
W takim kluczu należy rozumieć "Uwagi dotyczące projektów legalizacji
prawnej związków między osobami homoseksualnymi".
Dziękuję za rozmowę.
Anna Wasak
góra strony
powrót
|