ODWAGA Nasze podstawy Publikacje Biuletyn Refleksje Świadectwa Nie tylko dla kobiet Kontakt

W kwietniowym numerze "Wprost" poświęcono wiele miejsca sprawie homoseksualizmu. Zamieszczono w nim m.in. artykuł autorstwa Jerzego Sławomira Maca pt. "Prawo do równości". W ostatnim akapicie tego artykułu, zatytułowanym Działania "integrujące" Kościoła, Autor pretenduje do tego, by przedstawić naukę i działania Kościoła w kluczu tolerancji wobec osób o orientacji homoseksualnej. Tendencyjnie wykorzystuje niektóre elementy nauki Kościoła w odniesieniu do problemu homoseksualizmu, zakładając jej powierzchowną znajomość u odbiorców. Poza tym stosuje chwytliwą, prymitywną argumentację z niby-faktów. Już samo stwierdzenie, jakoby "potępianie homoseksualizmu przestało tymczasem obowiązywać nawet w Kościele katolickim", jest sformułowane w sposób chytry, pod publiczność mimo iż jest całkowicie nieprawdziwe - może być odbierane jako znak i świadectwo postępu Kościoła, naturalnie widzianego w kategoriach mentalności współczesnego świata.

Nie jest moim zamiarem wchodzić w polemikę z Autorem artykułu. Pragnę tylko ustosunkować się do tego, co Autor przypisuje Kościołowi i jego nauczaniu odnośnie do problemu homoseksualizmu. Piszę te słowa kierując się przede wszystkim intencją niesienia pomocy tym, którzy jej szukają. Mam też na myśli tych, którzy ulegają łatwej i kłamliwej propagandzie, będącej na usługach pewnych tendencji liberalizacji życia i rzekomej promocji osoby ludzkiej. Wielu bowiem popada w zniewolenie pod wpływem haseł obiecujących (naturalnie fałszywe) wizje wolności i równości. I ci potrzebują pomocy, choć nie zdają sobie z tego sprawy. Chcę też, aby osoby, którym zależy na szukaniu poprawnego ustosunkowania się do tej delikatnej kwestii, jaką jest homoseksualizm, miały w ręku argumentację, która pomoże stanąć w prawdzie wobec fałszywego sposobu naświetlania tych problemów i podchodzenia do nich, oraz by zostały one umocnione w rozumieniu nauczania Kościoła w tej materii.

Niezmienna nauka Kościoła

Autor wspomnianego artykułu twierdzi, jakoby "potępianie homoseksualizmu przestało obowiązywać nawet w Kościele katolickim". Sposób, w jaki Autor pisze, stwarza pozory obiektywności. Wpływa na to jego swoiste odwoływanie się do dokumentów kościelnych, praktyki życia i rzekomych statystyk. Niewątpliwie jednak Pan Mac gra na (nie)rozróżnianiu między ustosunkowaniem się do homoseksualizmu a odnoszeniem się do ludzi dotkniętych tym problemem. Właściwa odpowiedź jest następująca: Kościół w swoim nauczaniu i w swojej praktyce duszpasterskiej nie akceptował i nie akceptuje zachowań homoseksualnych. Rozumie bowiem naturę człowieka jako związaną z przeżywaniem jedności i komunii osób, różnych także pod względem płciowym, i właśnie ten aspekt różności i uzupełniającej (integrującej) komunii uważa za jeden z istotnych elementów w podobieństwie człowieka do Boga. Co więcej, komplementarność płci widzi jako konstytutywny element samej koncepcji płciowości[1], odrzucając tzw. "trzecią płeć". Dojrzewanie człowieka (osoby ludzkiej) to proces związany z przeżywaniem swoistej odmienności i konfrontacji z odmiennością drugiego człowieka, różnego także pod względem płciowym. Ponadto w chrześcijańskiej tradycji bardzo istotną rolę odgrywa sprawa właściwie rozumianej prokreacji, jako realizacji człowieka w jego relacjach osobowych, rodzinnych. Naturalnie to, że Kościół nie akceptuje zachowań homoseksualnych, nie oznacza tym samym potępiania ludzi, którzy wykazują skłonności homoseksualne czy nawet dokonują aktów wynikających z tych skłonności. Trzeba jednak jasno odróżnić płaszczyznę określania normy od ustosunkowania się do ludzi, którzy do tej normy nie dostają. Czym innym jest bowiem uznawanie za właściwe niewłaściwych postaw czy wprost dewiacji[2], a czym innym akceptacja konkretnego człowieka popadającego w niewłaściwe postawy[3]. W pierwszym przypadku konsekwencją jest utwierdzanie w dewiacji przez pobłażanie, w drugim zaś objawia się gotowość niesienia skutecznej pomocy i nadzieja wyprowadzenia z dewiacji. O aktach homoseksualnych w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że "w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane" (KKK 2357). Podstawowe dla moralności katolickiej rozróżnienie grzech - grzesznik (potępienie grzechu a miłosierdzie dla grzesznika) napotyka dzisiaj tę trudność, że wielu ludzi nie chce (czy nie potrafi) dystansować się w stosunku do swoich złych czynów, niejako utożsamia się z nimi. Wówczas, żądając tolerancji dla siebie, chce jej także dla swoich grzechów. Ale to nie byłaby prawdziwa tolerancja. Kościół stoi na straży prawdy o człowieku, także w jego wymiarze seksualnym. W relacjach homoseksualnych ta prawda jest zakłamana. Któraś z dwóch osób będących w takiej relacji jest zmuszona udawać i odgrywać rolę kogoś, kim nie jest.

Sprawa statystyk. Czy z faktów i postaw można wyprowadzać normy?

Kolejny element tendencyjnej argumentacji Autora artykułu to próba ukazania Kościoła jakoby przyznającego się do tego, że odsetek osób o skłonnościach homoseksualnych wśród księży i zakonników jest większy niż wśród osób świeckich. Najpierw trzeba zadać pytanie co do prawdziwości tego twierdzenia. Prawdopodobnie nie jest ono zgodne z rzeczywistością, a na pewno przerysowane przez media. Nie wiadomo, na czym (na jakich badaniach) opierają się powyższe wnioski. Nie jest jednak istotny ewentualny taki czy inny przypadek lub odsetek duchownych uwikłanych w ten problem[4], bowiem gdyby nawet to twierdzenie było prawdziwe, nie stanowiłoby to żadnej podstawy do zmiany nauczania Kościoła w tej materii. Kościół bowiem w swoim nauczaniu nie zależy od oddolnych ustaleń czy praktyk, lecz odwołuje się do norm objawionych. Lansowanie stwierdzenia, jakoby Kościół przyznawał się do takiej sytuacji i w związku z tym bardziej pobłażliwie patrzył na ten problem, może i powinno być rozumiane jako wyraźnie tendencyjne i czysto propagandowe. Wypowiadanie tego rodzaju poglądów służy tylko powstawaniu dwuznaczności i zamieszania, a jednocześnie jest przejawem próby usprawiedliwienia niewłaściwych postaw i kreowania atmosfery płytkiej pobłażliwości moralnej pod pozorami (rzekomej) tolerancji wobec osoby ludzkiej.

Respekt wobec osób homoseksualnych oraz sens i cel działań integrujących Kościoła

To prawda, że Katechizm zaleca, by osoby o skłonnościach homoseksualnych "traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością..." i "unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji", jednakże wzywa je do "wypełnienia woli Bożej w swoim życiu i - jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą Krzyża Pana trudności, jakie mogą napotkać z powodu swojej kondycji" (KKK 2358). Dalej Katechizm wzywa osoby homoseksualne do zachowania czystości i opanowania siebie dla uzyskania wewnętrznej wolności i dążenia do doskonałości chrześcijańskiej (zob. KKK 2359). Nauka Kościoła więc, wyrażona w Katechizmie jak i w Liście Kongregacji Nauki Wiary o duszpasterstwie osób homoseksualnych skierowanym do Biskupów Kościoła katolickiego[5] jest jednoznaczna: nie ma najmniejszego śladu aprobaty homoseksualizmu i akceptacji postaw z nim związanych, przy jednoczesnym wezwaniu do szacunku wobec osób dotkniętych tą orientacją. Kościół wzywa do otaczania właściwą działalnością duszpasterską takich osób, ale przestrzega przed wszelkiego rodzaju działaniami pseudoduszpasterskimi. Wystarczy przytoczyć kilka stosownych fragmentów wyżej wspomnianego Listu Kongregacji Nauki Wiary:

"Żaden autentyczny program duszpasterski nie może włączać organizacji, w których zrzeszają się osoby homoseksualne, jeżeli nie zostanie jasno powiedziane, że aktywność homoseksualna jest niemoralna. Postawa prawdziwie duszpasterska musi brać pod uwagę konieczność unikania przez osoby homoseksualne bliższych okazji do grzechu" (pkt 15). To z tej właśnie racji Kościół nie akceptuje wspólnego zamieszkania osób o skłonnościach homoseksualnych, a tym bardziej tzw. "małżeństw" (związków) stałych, albowiem ta sytuacja stwarza stałą okazję do grzechu.

"Należy popierać te programy, które unikają owych niebezpieczeństw. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że każde oddalenie się od nauczania Kościoła lub, podyktowane chęcią zapewnienia opieki duszpasterskiej, pomijanie go milczeniem nie jest formą autentycznego zainteresowania ani właściwego duszpasterstwa (...) Prawdziwy program duszpasterski winien nieść pomoc osobom homoseksualnym na wszystkich poziomach ich życia duchowego: poprzez sakramenty, a w szczególności przez częste i szczere przystępowanie do sakramentu pojednania, poprzez modlitwę, świadectwo, radę i pomoc indywidualną" (pkt 15).

Widać więc, iż działanie duszpasterskie Kościoła ma na celu nie jakiekolwiek integrowanie (włączanie) osób z problemami homoseksualnymi w krąg swojego działania, lecz takie, by osoby te przeżywały w sobie proces integrujący je jako osoby.

Kościół zaleca ostrożność wobec programów pseudoduszpasterskich

Żeby nie było żadnych dwuznaczności i w celu uniknięcia nieporozumień na tym polu, wspomniany List Kongregacji Nauki Wiary zdecydowanie odrzuca i wyklucza z kręgu działalności duszpasterskiej Kościoła takie działania, które nie respektują powyższych zasad w tej materii i idą po linii pobłażania. Wypowiedzi Listu są bardzo zdecydowane i nie pozostawiają miejsca na żadne kompromisowe interpretacje.

Na przykład: "Powinno się wycofać wszelkie poparcie dla tych organizacji, które usiłują wypaczyć nauczanie Kościoła, zajmują wobec niego postawę dwuznaczną lub je zupełnie lekceważą. Takie poparcie lub nawet jego pozór może spowodować poważne nieporozumienia. Szczególną uwagę należy zwrócić na praktykę programowania nabożeństw i używanie przez te grupy budynków należących do Kościoła, nie wyłączając możliwości korzystania ze szkół i instytutów katolickich wyższego stopnia. Tego rodzaju zezwolenie na korzystanie z własności Kościoła może się wydawać komuś jedynie gestem sprawiedliwości i miłości, lecz w rzeczywistości jest ono sprzeczne z celami, dla których te instytucje zostały założone, co może stać się powodem nieporozumień i zgorszenia" (pkt 17).

Jakżeż bardzo zdecydowane i jasne są te wypowiedzi. Oczyszczają one z - jakby mogło się wydawać - "litościwych", a więc łatwo uznawanych za słuszne, pozornie stosownych środków i dróg szukania rozwiązań niesienia pomocy ludziom. Kościół odróżnia litość jako postawę nade wszystko emocjonalną od miłosierdzia, które - jak każda miłość - nie może być oderwane od prawdy. Mocne jest bowiem stwierdzenie, iż takie działanie wydaje się "gestem sprawiedliwości i miłości, lecz w rzeczywistości jest ono sprzeczne z celami, dla których te instytucje zostały założone, co może stać się powodem nieporozumień i zgorszenia". Jest to wypowiedź pobudzająca do głębokiej refleksji.

Wszelkie działania integrujące, jakie podejmuje Kościół, nie idą po linii aprobaty postaw i czynów homoseksualnych, lecz po linii takiej integracji osób dotkniętych tą nieprawidłowością, aby znalazły swoje miejsce we wspólnocie kościelnej jako osoby przeżywające swoje nawrócenie - podobnie zresztą jak każdy chrześcijanin - i zmierzanie ku coraz to bardziej pełnemu przyleganiu do swojego krzyża i uważaniu go za narzędzie zbawienia. Kościół bowiem to właśnie wspólnota takich nawracających się ludzi. Integracja nie może obejmować samego środowiska tzw. gejów czy lesbijek; chodzi tu o integrację w szerszym środowisku osób heteroseksualnych. Nie trzeba dodawać, że stanowi to także wezwanie do chrześcijan, by umieli przyjąć osoby o orientacji homoseksualnej do swoich wspólnot, bo inaczej będą one skazane na "getta".

Ocena Rzymskiej parady i wnioski

Absolutnie błędne i kłamliwe jest stwierdzenie Autora artykułu jakoby "Rzymska parada kochających inaczej w roku jubileuszowym wywołała zdawkowe tylko zastrzeżenia Watykanu, który nie próbował nawet zabiegać o to, by do niej nie dopuścić". Reakcje czynników watykańskich były bardzo zdecydowane, choć nie spektakularne. Wystarczy sięgnąć do obiektywnych źródeł informacji z tego okresu, a także do słów, jakie Ojciec święty skierował podczas modlitwy Anioł Pański z 9 lipca 2000. Jan Paweł II powiedział wówczas: "Uważam za konieczne powiedzieć kilka słów na temat głośnych manifestacji, jakie odbyły się w Rzymie w ostatnich dniach. W imieniu Kościoła rzymskiego zmuszony jestem wyrazić rozgoryczenie z powodu zniewagi, jaką wyrządzono Wielkiemu Jubileuszowi roku 2000 oraz obrazy chrześcijańskich wartości tego miasta, tak bardzo drogiego sercom katolików na całym świecie. Kościół nie może przemilczać prawdy, gdyż uchybiłby wierności wobec Boga Stwórcy i nie pomagałby w odróżnianiu dobra od zła. Zamierzam tu ograniczyć się jedynie do odczytania tego, co napisane jest na ten temat w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który przypomniawszy, że akty homoseksualne są sprzeczne z prawem naturalnym, stwierdza: «Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Osoby takie nie wybierają swojej kondycji homoseksualnej; dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować je z szacunkiem współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu - i jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotkać z powodu swojej kondycji (KKK 2358)»[6]. Jest też oczywiste, że Watykan nie może i nie chce ingerować wprost w decyzje władz miejskich Rzymu i zabraniać tego rodzaju manifestacji. Może jednak wyrazić swoją opinię, a to uczynił bardzo jasno i zdecydowanie.

Właściwe kryterium pomocy duszpasterskiej Kościoła

Dalej idąc tokiem artykułu, trzeba powiedzieć, że podobnie zwodnicza jest wypowiedź Autora, jakoby "w wielu krajach działały duszpasterstwa gejów i lesbijek korzystające z poparcia biskupów i teologów, jak choćby amerykańska wspólnota Courage, zrzeszająca homoseksualistów oddających się modlitwie i korzystających z sakramentów". Należy zauważyć dwa kłamliwe aspekty tej wypowiedzi. Po pierwsze, jeśli istnieją gdzieś pewne formy duszpasterstwa (trzeba by powiedzieć: pseudoduszpasterstwa) wyrażające akceptację postaw i czynów homoseksualnych, podejmowane przez poszczególnych duchownych, to są to działania niezgodne z duchem kościelnym i wyraźnie odrzucane przez Kościół. Wystarczy sięgnąć do wspomnianego już Listu Kongregacji Nauki Wiary skierowanego do Biskupów Kościoła katolickiego. Przestrzega on przed popieraniem tego rodzaju działalności, a nawet przed użyczaniem kościelnych instytucji i kościelnych struktur, łącznie z budynkami kościelnymi (zob. pkt 17). Po drugie: zupełnie niezgodne z prawdą jest zaliczenie amerykańskiej wspólnoty Courage do inicjatyw popierających pobłażliwe podejście do osób dotkniętych homoseksualizmem. Zapoznanie się ze statutem (regulaminem) tej wspólnoty pozwala dostrzec jak zupełnie inne od sugerowanych postaw i w pełni kościelne jest podejście do osób z problemami homoseksualnymi i jaki sposób terapii jest im proponowany[7]. Brak rozróżnienia między jakością duszpasterzowania w jednym i drugim przypadku prowadzi w konsekwencji do fałszywych wniosków i fałszywego obrazu działalności Kościoła i innych grup, które pod działalność Kościoła się podszywają.

Również mylące i zwodnicze jest odwołanie się do duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych, działającego przy warszawskiej parafii jezuitów. Podobnie też do słów Jana Pawła II, wypowiedzianych podczas audiencji generalnej o osobach powikłanych uczuciowo. W jednym i drugim przypadku jest mowa o małżeństwach heteroseksualnych, które weszły w stan kryzysu i wskutek niewłaściwych decyzji znalazły się w sytuacjach powikłanych[8]. Jest oczywiste, że chodzi o dwa zupełnie różne aspekty życia uczuciowego, które w żadnym wypadku nie mogą być stawiane na tej samej płaszczyźnie. Kłamliwe jest wyciąganie wniosków z zestawienia, które nie rozróżnia wypowiedzi dotyczących jednej i drugiej dziedziny.

Potrzeba ostrożności i otwartych oczu

Pozwalam sobie na koniec zwrócić się do wszystkich, którzy czytają te słowa i którzy mieli w swoim ręku wspomniany na początku artykuł we "Wprost", o trzeźwe i krytyczne spojrzenie na poruszone tutaj sprawy. Najbardziej niebezpieczne bowiem jest manipulowanie półprawdami czy niedopowiedzeniami, jak też insynuowanie innym wypowiedzi wygodnych dla siebie, przy jednoczesnym kamuflowaniu swoich własnych "programowych" treści. Wspomniany artykuł "Wprost" jest pełen tego rodzaju nieuczciwych zabiegów i dlatego jest bardzo szkodliwy i zwodzący. Każdy, kto chce uczciwie dojść do poprawnego rozeznania w tej materii, niechaj sięgnie bezpośrednio zarówno do Katechizmu Kościoła Katolickiego, jak i do wspomnianego Listu Kongregacji Nauki Wiary oraz do innych wypowiedzi Magisterium Kościoła. Piszę te słowa świadom, iż nie są one ani łatwe, ani chwytliwe, populistyczne. Jestem jednak przekonany o tym, że każdemu człowiekowi potrzebna jest prawda o sobie, nawet trudna, bo tylko z pozycji właściwego rozeznania się w swojej sytuacji może on skutecznie przyjąć oferowaną mu pomoc. Nie odrzuci tej pomocy, nawet jeśli ona będzie trudna i będzie wymagała zaparcia się siebie i podejmowania zdecydowanych kroków w wyzwalającym poddaniu się temu, kto tę prawdziwą pomoc oferuje. Ostatecznym źródłem pomocy jest Jezus Chrystus, który wziął na siebie nasze słabości i powierzył Kościołowi moc prowadzenia ludzi dotkniętych słabościami, aby doznali obecności Jego mocy.

Ks. Zbigniew Kiernikowski

  1. Por. Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Citta del Vaticano 1986, s. 33-45; zob. także Z. Kiernikowski, Dwoje jednym ciałem w Chrystusie, Warszawa 2000, s. 36-44.
  2. Używam tutaj tego słowa, którego zazwyczaj nie chce się używać. Nie chodzi o wydźwięk pejoratywny. Chodzi o określenie i wyrażenie pewnego odejścia od tego, co jest uważane za właściwe i naturalne (w sensie: zgodne z pierwszym zamysłem Stwórcy).
  3. Kościół ma przed oczyma swojego Mistrza, który potępiał grzech, a jednocześnie przebywał z grzesznikami, nie po to, by ich pognębić z powodu grzechu, lecz by otworzyć przed nimi drogę nawrócenia. Miłosierdzie Boże to nie pobłażanie wobec grzechu człowieka, lecz ratowanie go z jego zależności od grzechu.
  4. Jeśli takie przypadki zachodzą wśród duchownych, są oni wzywani do przyjęcia odpowiednich postaw i wejścia w nawrócenie - ze względu na niemożliwość pogodzenia tego rodzaju stylu życia z misją, jaką spełniają. Jest też oczywiste, że media chętnie nagłaśniają, przerysowują i wykorzystują takie przypadki.
  5. List Kongregacji Nauki Wiary do Biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych z dn. 1.10.1986. Zob. także inny dokument Kongregacji Nauki Wiary: Uwagi dotyczące odpowiedzi na propozycje ustaw o niedyskryminacji osób homoseksualnych, L'Osservatore Romano, 24.07.1992.
  6. L'Osservatore Romano, wyd. polskie 9/2000, s. 39.
  7. Cele, jakie stawia sobie Courage, są następujące:
  • Prowadzić życie w czystości, zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego.
  • Poświęcić całe swoje życie Chrystusowi poprzez służbę bliźnim, czytanie duchowne, modlitwę, medytację, indywidualne kierownictwo duchowe, częste uczestnictwo we Mszy świętej oraz przyjmowanie sakramentu pokuty i Eucharystii.
  • Współtworzyć atmosferę wspólnoty, w której możemy dzielić się ze sobą nawzajem myślami i doświadczeniami, tak by każdy z nas miał pewność, że nie będzie musiał stawiać czoła problemom homoseksualizmu samotnie.
  • Mieć na względzie prawdę, że dla osoby żyjącej w chrześcijańskim celibacie czyste przyjaźnie są nie tylko możliwe, ale konieczne, oraz zachęcać się nawzajem do ich zawierania i podtrzymywania.
  • Prowadzić życie, które będzie mogło służyć za przykład innym homoseksualistom. Zob. John F. Harvey, Prawda o homoseksualizmie. Wołanie wiernych, Warszawa 1999, s. 60.

8. Podejmowanie duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych nie oznacza jednak akceptacji i aprobaty dla tego stanu życia.

góra strony

powrót